wtorek, 14 listopada 2017

Skuteczne w lidze, pechowe w Eurolidze

Koszykarki Wisły CanPack Kraków rozegrały już osiem meczów w Basket Lidze Kobiet, czyli dokładnie jedną trzecią zaplanowanych dla każdego klubu w fazie zasadniczej. Ponadto cztery razy wybiegały na parkiet w rozgrywkach euroligowych. Ponieważ do niedzieli mają przerwę z uwagi na eliminacje Mistrzostw Europy, warto pokusić się o pewną ocenę dokonań ekipy prowadzonej przez Krzysztofa Szewczyka.

fot. Krzysztof Porębski / fotoporebski.pl

Liga - 7 zwycięstw, 1 porażka, Euroliga - 0 zwycięstw, 4 porażki. Tak brzmiałoby najkrótsze podsumowanie dotychczasowych rezultatów krakowianek. Patrząc jednak nie tyle na sam bilans, co postawę drużyny i poszczególnych zawodniczek, należałoby stwierdzić, że poza wstydliwą porażką z MKK Siedlce (58:62) na inaugurację BLK, prezentują się dość korzystnie. Pod kilkoma istotnymi względami funkcjonują cokolwiek bardziej interesująco niż skład, którym w sezonie 2016/2017 dowodził Jose Hernandez.

Ktoś może całkiem logicznie zauważyć, że jeśli udałoby się uniknąć wspomnianej wyżej wpadki, to w Polsce nie byłoby dotąd mocnych na wiślaczki. Pomijając, że to gdybanie, mam wątpliwości. Nie wiadomo, czy po planowym zwycięstwie grałyby tak skoncentrowane w kolejnych potyczkach, czy tworzyłyby wtedy dobrze uzupełniający się i na ogół realizujący założenia szkoleniowca zespół, potrafiący wykorzystać swoje atuty w ofensywie i zneutralizować rywalki w defensywie. Potknięcie w Siedlcach można określić jako ostrzeżenie, z którego zostały wyciągnięte odpowiednie wnioski. Trener Szewczyk wspominał zresztą w publikowanym tutaj wywiadzie, że jego koszykarki mogły przekonać się, iż w polskiej lidze nie ma łatwych spotkań. O ile bezproblemowe wygrane u siebie z Widzewem Łódź (92:43) i Ostrovią Ostrów Wlkp. (77:56) uznawano za coś zupełnie oczywistego, to przedzielający je triumf po zaciętej walce z Energą w Toruniu (58:54) był pozytywnym zwiastunem lepszych czasów. Choć w poprzednich latach Wisła na ogół pewnie ogrywała Katarzynki na ich terenie, to teraz jakikolwiek sukces stał pod dużym znakiem zapytania. W piątej kolejce czekał jeszcze trudniejszy wyjazd. Przystępujące do tej batalii z bilansem 1-3 zawodniczki CCC Polkowice miały zamiar odmiany swojej zaskakująco złej sytuacji.  Nic z tego - znakomicie grające Leonor Rodriguez (26 pkt, w tym 5 celnych "trójek") i Giedre Labuckiene (17 pkt, 10 zbiórek, 5 przechwytów), wsparte przez pozostałe koleżanki, wybiły im te plany z głowy. Przyjezdne prowadziły w zasadzie przez cały czas, nawet różnicą kilkunastu punktów i mimo wysiłków ekipy z Zagłębia Miedziowego, nie pozwoliły na doprowadzenie do nerwowej końcówki. Wynik 80:67 stanowił odzwierciedlenie tego, co działo się na boisku. Pokonanie w takim stylu głównych kandydatek do mistrzowskiego tytułu (o czym pisałem pod koniec września), i to w Polkowicach, pokazało, że możliwości "Białej Gwiazdy" w tym sezonie są większe niż sądzili niektórzy eksperci i kibice.

fot. Bartek Ziółkowski / wislacanpack.pl

Po czwartym z kolei zwycięstwie team spod Wawelu usadowił się w ścisłej czołówce tabeli, razem z Artego Bydgoszcz, Ślęzą Wrocław i Basketem Gdynia. Następną konfrontację przyszło stoczyć właśnie przeciwko zespołowi z Trójmiasta, który dopiero z bydgoszczankami przegrał po raz pierwszy. Zapowiadała się niełatwa przeprawa, a tymczasem w hali przy ul. Reymonta gospodynie dominowały od początku do końca, mając pod koniec trzeciej kwarty nawet 25 pkt przewagi. Szkoda tylko, że zwolniły tempo w ostatniej części, przez co wygrały "tylko" 73:63. Znów najskuteczniejsza okazała się Rodriguez (20 pkt). W kolejce nr 7 Enea AZS Poznań nie miał na własnym parkiecie jakichkolwiek szans w starciu z aktualnymi wicemistrzami Polski - rezultat 45:90 mówi wszystko. W pierwszy weekend listopada wiślaczki wykazały swoją wyższość nad Pszczółką Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin, choć tutaj historia była nieco podobna do występu sprzed dwóch tygodni. W ostatnich trzech minutach straciły blisko połowę z 17-punktowej nadwyżki, przez co po końcowej syrenie na tablicy pojawił się wynik 75:66. Rzadkiego wyczynu dokonała Maurita Reid, która zaliczyła triple-double (10 pkt, 14 zb., 11 asyst), z double-double kończyła zawody Sonja Greinacher (15 pkt, 11 zb.), a najlepszą egzekutorką była oczywiście hiszpańska "dwójka" (27 pkt, w tym sześć trafień zza linii 675 cm).

Suchy bilans w Eurolidze mógłby być mylący. W każdym z tych czterech meczów krakowianki dotrzymywały kroku rywalkom. Nadspodziewanie ciekawie spisały się na wyjazdach. Porażka różnicą 11 pkt (68:79) w Jekaterynburgu z jednym z głównych faworytów rozgrywek ujmy w żadnym wypadku nie przynosi. Naprawdę blisko sukcesu było natomiast w Salamance, gdzie przez większość spotkania drużyna ze stolicy Małopolski była na prowadzeniu. W końcówce dało jednak o sobie znać zmęczenie, co wykorzystała silniejsza personalnie Perfumerias Avenida, przechylając szalę na swoją korzyść (62:57). Szkoda niepowodzeń w Krakowie, bo zarówno Nadieżda Orenburg, jak i Famila Schio były do ogrania. Akurat ze słabszym kadrowo w stosunku do poprzednich lat rosyjskim klubem Wisła zagrała niemrawo, nie będąc w stanie przeciwstawić się jego raczej nieskomplikowanej strategii. Wyraźnie słabiej dysponowała była Rodriguez, a w najistotniejszych momentach koszykarkom z Białą Gwiazdą na koszulkach zabrakło spokoju i pomysłu, przez co skończyło się 5-punktowym deficytem - 58:63. Przeciwko włoskiej ekipie (notabene, tydzień wcześniej bardzo wysoko zwyciężyła w Orenburgu) gra wyglądała lepiej, a inicjatywa była głównie po stronie miejscowych. Niestety, w decydujących chwilach najpierw straciły prowadzenie, przy remisie Reid fatalnie rozwiązała akcję ofensywną (inna sprawa - czy nie była faulowana?), a rywalki wyprowadziły zabójczą kontrę, zakończoną trafieniem równo z sygnałem oznajmiającym koniec czwartej kwarty. 72:74. Takie porażki bolą najbardziej...

Na domiar złego, w pierwszych minutach koszmarnej kontuzji kolana doznała Jelena Antić. Jakby pecha było mało - 5 dni wcześniej na samym początku potyczki w Poznaniu podobnego urazu nabawiła się Dominika Owczarzak. Obie musiały przejść operacje i już w tym sezonie nie pojawią się na boisku. Strata w ciągu niespełna tygodnia dwóch podstawowych zawodniczek nie jest czymś zwyczajnym, nazywając rzeczy po imieniu - to prawdziwy dramat nie tylko dla samych pokrzywdzonych, ale i całego zespołu. Na dodatek nieco wcześniej, bo 20 października, z klubem pożegnała się Dominika Miłoszewska, która - według oficjalnego komunikatu TS Wisła - uczyniła to na własną prośbę. 23-letnia podkoszowa i tak zagrała tylko przeciwko MKK i Widzewowi (i to po kilka minut), lecz bezsporne pozostaje, że po tych wszystkich perturbacjach na początku listopada trener Szewczyk dysponował jedynie siedmioma kontraktowymi koszykarkami, w tym dwiema Polkami. Tą drugą jest zaledwie 19-letnia Klaudia Niedźwiedzka, przed którą jeszcze sporo pracy, jeśli chce kiedyś bardziej na poważnie zaistnieć w lidze. Póki co, 8musiała dawać zmiany Magdalenie Ziętarze. Po kontuzji Owczarzak jedyną nominalną "jedynką" pozostała Reid. Koniecznością stało się więc znalezienie kogoś w miejsce kontuzjowanej Polki. Wybór padł na doświadczoną Serbkę - Tamarę Radočaj, która ze swoją reprezentacją w 2015 roku została mistrzynią Europy, a później zdobyła brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich. Wydaje się, że ta 30-latka będzie cennym uzupełnieniem dla rozgrywającej z Jamajki. Do składu powinna dołączyć jeszcze Polka, zapewne podkoszowa. Podobno miała nią być Ewelina Gala, która w CCC nie ma ostatnio zbyt dobrych notowań, ale według nieoficjalnych informacji, pozostanie w Polkowicach. Wcześniej, zaraz po odejściu Miłoszewskiej, mówiło się, że bliska powrotu do Wisły była Małgorzata Misiuk, lecz temat upadł, bo dosłownie nazajutrz skrzydłowa JAS-FBG Zagłębia Sosnowiec doznała groźnej kontuzji, nie pierwszej już zresztą w swojej karierze.

Ani słowa nie napisałem jeszcze o Cheyenne Parker. Uważano, że to ona będzie najważniejszym ogniwem, jeśli chodzi o walkę na "deskach". Póki co, tak nie jest. Więcej zbiórek od niej zaliczają Labuckiene i... Reid. Amerykańska środkowa nie zachwyca także w ataku, bo średnio niespełna 11 pkt (biorąc pod uwagę BLK i Euroligę) to niezbyt dużo. Trzeba pamiętać, że w lecie Cheyenne nabawiła się urazu i przyleciała do Polski jeszcze nie w pełni sił, jednak można po niej spodziewać się więcej. Dotyczy to również kwestii mentalnych, gdyż czasem można odnieść wrażenie, że jest nieco obok drużyny. Trudno powiedzieć, jak jej postawa będzie wyglądać w kolejnych tygodniach. W lidze niekwestionowaną liderką wiślaczek jest Rodriguez, która zdobywa średnio 18,6 pkt. Hiszpanka gorzej radzi sobie w bojach euroligowych, gdzie rzuca ponad 6 pkt mniej. Lepsza w kontynentalnych zmaganiach jest Reid (15,5 pkt, 6,3 zb., 5,3 as., eval 20,5), która z kolei mniej przekonująco wypada na krajowym podwórku, zwłaszcza punktowo i evalowo (odpowiednio - 8,1 i 12,8). Maurita rozpoczęła sezon jakby niemrawo, ale jej ostatnie występy dają nadzieję na to, że będzie jedną z kluczowych postaci nie tylko w teamie spod Wawelu, lecz w polskiej ekstraklasie, do czego przyzwyczaiła, grając wcześniej w Enerdze i Artego. Cieszy, że obie najważniejsze obwodowe bardzo dobrze bronią.

Chociaż Labuckiene może nie rzuca na kolana swoimi zdobyczami punktowymi, to jest dość istotną zawodniczką, zwłaszcza jeśli chodzi o zbiórki i obronę. Greinacher jest za słaba fizycznie do walki podkoszowej, zwłaszcza w Eurolidze, ale kilka razy pokazała się z naprawdę korzystnej strony, wiele wnosząc jako rezerwowa. Nieco mniejszy był wkład Antić, która czasem też dała udaną zmianę. Do momentu kontuzji Owczarzak solidnie wywiązywała się ze swoich zadań - może bez jakiegoś błysku w ofensywie, choć nie tego po niej oczekiwano. Ziętara spisuje się lepiej niż w sezonie 2016/2017 - jest bardziej aktywna w ataku, no i już tradycyjnie należy do znaczacych postaci w defensywie. Co więcej, to kapitan "Białej Gwiazdy" popisała się rzutem, który na trwałe zapisze się w kronikach klubowych. Na koniec pierwszej kwarty meczu z Familą trafiła z połowy. Tę znakomitą akcję Magdy można zobaczyć na Facebook'owym profilu Wisla.TV.

Jak będą wyglądać następne tygodnie? Już w niedzielę ciężki wyjazd do Gorzowa Wlkp. - niby akademiczki nie tworzą takiego monolitu jak w poprzednich rozgrywkach, lecz w swojej hali są zawsze niezwykle groźne. Potem na ul. Reymonta pojawi się JAS-FBG Zagłębie, a na grudzień zaplanowano dwa szalenie ważne wydarzenia dla układu ligowej czołówki - z niepokonanym Artego na wyjeździe oraz ze Ślęzą u siebie. Natomiast w Eurolidze wyjazdy do Stambułu (Yakin Dogu, Fenerbahce) przedzieli spotkanie, stanowiące chyba najlepszą okazję do zwycięstwa - do Krakowa zawita francuskie BLMA, w barwach którego występuje obecnie Ewelina Kobryn. 13 grudnia kibice będą mieć ponowną okazję podziwiania Diany Taurasi i innych gwiazd z Jekaterynburga. Jeśli chodzi o kontynentalną rywalizację, to o 6. miejsce, gwarantujące udział w ćwierćfinale Pucharu FIBA (EuroCup) będzie już niesamowicie ciężko. Szkoda, że krakowiankom nie udało się choćby raz sięgnąć po wygraną. Tak czy inaczej, każda okazja jest dobra, aby pokazać się z korzystnej strony w tej prestiżowej rywalizacji.

Póki co, wbrew obawom malkontentów (byli i tacy, co po jednym z przegranych sparingów uznali, że ta drużyna nie ma czego szukać odnośnie walki o finał, w którym "na pewno" zagrają CCC i Ślęza...), koszykarki Wisły prezentują się nadspodziewanie dobrze. Oczywiście niczego to nie oznacza, bo najważniejsze w lidze będzie się dziać dopiero wczesną wiosną - to na play-off trzeba trafić z najwyższą formą. Jednak jeśli obecny bilans byłby np. 4-4, nie zabrakłoby takich, którzy zaczęliby domagać się "właściwych" zmian. Pamiętając, że podczas pracy w Lublinie Szewczyk kładł nacisk głównie na obronę, nie dziwi, że ten element wygląda korzystnie - zwłaszcza biorąc pod uwagę charakterystykę zawodniczek. Jak wiadomo nie od dziś, dobra defensywa pozwala uruchamiać kontry, których w przypadku tej ekipy nie brakuje. Pozytywnie zaskakuje za to atak pozycyjny - w rozwiązywaniu poszczególnych akcji widać cokolwiek więcej zespołowości niż w minionym sezonie. Nie wspomnę już o waleczności i rozwadze, które również są teraz dostrzegalne w większej ilości w porównaniu do tego, co prezentowały Simmons, Ygueravide czy Morrison.

Jednym słowem - gra jest bardziej poukładana i ogólnie przyjemnie się ją ogląda. Widać, że obecny szkoleniowiec dokonał dobrego wyboru koszykarek pod względem sportowym i charakterologicznym. Z odległości kilku metrów od ławki rzuca się także w oczy i uszy stanowczość 40-letniego trenera, który nieraz może w zbyt mocnych słowach wyraża swoje uwagi. No ale to zawodowy sport, a nie jakaś amatorska zabawa, więc nie dziwią wymagania ze strony Szewczyka - oczywiście jeśli wszystko odbywa się w rozsądnych granicach, przynosi spodziewane efekty, a wewnątrz zespołu panuje nić porozumienia. Oby też wicemistrzynie Polski przestały być nękane przez kontuzje, bo to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu dni, wymusiło istotną korektę, jeśli chodzi o sprawy kadrowe w kontekście całego sezonu.

Warto zatem dalej bacznie przyglądać się poczynaniom Leo, Maurity i ich koleżanek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz